|
The Independent, 01.08.03
Idąc pod ogień : pokojowi demonstranci, którzy przeciwstawiają się przemocy.
Johann Hari - W przeciągu kilku sekund strzelono do 5 osób, w tym do dwojga moich przyjaciół, wtedy pogrążyliśmy się w chaosie i wściekłości.
Na wzgórzach Palestyny za wioską zwaną Anin trzy grupy ludzi stanęły w to poniedziałkowe popołudnie, pośród chmur gazu łzawiącego i huku pocisków aby wrzeszczeć na siebie nawzajem.
Stałem po jednej stronie izraelskiego nowego „ muru bezpieczeństwa” z największą z grup, setką mieszkańców palestyńskich wsi i osiemdziesięcioma członkami Międzynarodowego Ruchu Solidarności (ISM) - organizacji zrzeszającej działaczy z całego świata, wspierających pokojowy, palestyński opór. Po drugiej stronie muru znajdowali się Izraelczycy oburzeni nieludzkimi działaniami ich własnego rządu,
a pomiędzy nami stała grupa nastoletnich żołnierzy, walczących na wojnie prowadzonej przez dorosłych, którą zdają się ledwie rozumieć. Ich zadaniem jest pilnowanie muru, który jest budowany w głąb Zachodniego Brzegu, dzieląc ziemię palestyńską na dwie części, rozdzielając rolników od ich pól, dzieląc całe rodziny na pół. Nawet ultra pro-izralelski George Bush podczas spotkania z Arielem Szaronem w Waszyngtonie, w ostatnich dniach, uznał program budowy muru za duży błąd.
ISM i Palestyńczycy zebrali się w poniedziałek aby symbolicznie zniszczyć fragment tej niemoralnej bariery. Dwóch negocjatorów ISM rozpoczęło protest oświadczając żołnierzom co zamierzają zrobić i w ten sposób rozpoczęło się niszczenie fragmentu stalowej konstrukcji, która jest trzykrotnie większa od muru berlińskiego.
W przeciągu kilku sekund, 5 osób zostało postrzelonych gumowymi kulami, w tym dwoje moich przyjaciół i wtedy pogrążyliśmy się w chaosie i wściekłości.
Jedna osoba, prześlizgnęła się poprzez strzelaninę i ślady krwi roztaczając zaraźliwe uczucie absolutnego spokoju. Była to Huwaida Arraf, 27 letnia Palestynko - Amerykanka, która wraz ze swoim żydowskim mężem Adamem Shapiro dwa i pół roku temu założyła ISM. Gdy widziałem jak spokojnie i niewzruszenie rozmawiała z izraelskimi żołnierzami, prosząc o wyjaśnienia, pomyślałem o filmie na temat wydarzeń w Wietnamie „Dzień Apokalipsy” . Występował tam bohater o przezwisku „dziki Bill”, uosabiający "jednego z tych facetów, których otacza dziwna aura. Po prostu wiesz, że nie ucierpi on więcej jak tylko draśnięcie." Huwaida posiada tę "dziwną aurę".
Większość Palestyńczyków sprzeciwia się okupacji deklaratywnie ale nie fizycznie: wciąż wzdragają się gdy zostaje skierowana w ich stronę izraelska broń, wciąż wycofują się, gdy żołnierz nakazuje im to wrzaskiem. Huwaida idzie w stronę ognia z poczuciem spokojnej pewności, że tu jest jej miejsce, w odróżnieniu od żołnierzy razem z ich murem, bronią i czołgami.
Dzień wcześniej przy kawie tłumaczyła mi jak ona to robi. „Jestem silniejsza niż żołnierz kierujący we mnie lufę działa. Kiedy staję naprzeciwko niego nieuzbrojona i spokojnie idę, jakbym przechadzała się po własnym mieście, wtedy wiem, że to on jest słabszy. Metoda non-violence o wiele bardziej zagraża okupacji ponieważ ujawnia naszą siłę moralną”.
Kontynuuje : „Wiesz, że podczas demonstracji przeciwko zamknięciu Bir Zeit, uniwersytetu na Zachodnim Brzegu, gdy maszerowaliśmy, oni otworzyli do nas ogień ? Pozostaliśmy w miejscu. Gdy kurz opadł, postaraliśmy się iść dalej razem ze studentami, którzy chcieli dotrzeć na zajęcia. Dokonaliśmy wyboru aby nie bać się okupanta, który wybiera masową i nieproporcjonalną przemoc”.
ISM jest obecnie tym czym były „Brygady Międzynarodowe” podczas hiszpańskiej Wojny Domowej. Lewicowcy z niezliczonych krajów zebrali się tutaj z żadnych innych przyczyn jak tylko dlatego, że nienawidzą ucisku, duch Georga Orwella bez wątpienia uśmiecha się nad nimi z góry.
Akcje ISM są przeważnie solidnie i dokładnie przygotowane : dla przykładu, jego działacze odprowadzają palestyńskie dzieci do szkół podczas narzuconych siłą godzin policyjnych, ponieważ jak wyjaśnił jeden z członków ISM : „Nikt nie może uzasadniać zamknięcia dzieci w ich domach przez całe miesiące i odbierać im prawa do edukacji. Nikt”.
Czasami sięgają do haseł: w ostatnim tygodniu namalowali na izraelskim czołgu słowa: „ Zwrot do nadawcy”.
Obecnie ruch wytworzył własne mity i popularnych bohaterów. Odwiedziłem ostatnio Rafah, miasto w Strefie Gazy, gdzie izraelski buldożer zabił 23-letnią Amerykankę Rachel Corrie, próbującą obronić przed zburzeniem dom niewinnego palestyńskiego lekarza. Miasto wyglądało jakby uderzyła w nie ogromna bomba. Gruz i rzeczy dopiero co pozbawionych domów rodzin walają się wszędzie jak śmieci porozrzucane po ulicach.
Miejsce gdzie zginęła Rachel jest teraz terenem pielgrzymek, a była ona dopiero pierwszą z dwójki członków ISM, zabitych w tym roku. Jak dotąd, pomimo tych wszystkich niebezpieczeństw, w Palestynie przebywa teraz blisko 200 działaczy ISM, którzy mogliby z łatwością wylegiwać się w tym czasie na plaży na Ibizie, a jeszcze więcej jest oczekiwanych przed końcem sierpnia.
Najprawdopodobniej establishment obrony Izraela próbował zniszczyć reputację ISM. Utrzymywali oni, że grupa „nie działa na korzyść praw człowieka jak się twierdzi” lecz „pro - Palestyńsko” - idiotyczne rozróżnienie. Próbowali nawet podciągnąć ISM pod palestyński terroryzm przy pomocy serii kiepskich oskarżeń, które nie utrzymują się przy bliższej analizie. Twierdzenie rozpowszechniane przez Associated Press ( i ogłaszane z zadowoleniem w amerykańskich kręgach prawicowych) że w biurze ISM znaleziono kałasznikowa, zostało całkowicie wycofane i nawet izraelska armia wycofała się z tych zarzutów, gdy okazało się, że było to całkowite kłamstwo.
Dwóch brytyjskich samobójców-zamachowców - co jest prawdą - spotkało kilku przedstawicieli ISM w Gazie wcześniej tego roku, tak jak każdy mógł ich spotkać; ale nikt nie stwierdził, że ISM znał ich zamiary oraz że oferował im coś więcej niż kubek herbaty.
Taki jest rachunek raczej żałosnych zarzutów izraelskiego rządu przeciwko ISM.
Zanim dołączyłem do grupy w Aninie przygotowywałem się na możliwość, że wielu członków ISM, co zrozumiałe brzydzących się okupacją, chce w ogóle zakwestionować prawo Izraela do istnienia obok palestyńskiego państwa - polityczna postawa, której nie potrafię zaakceptować. Moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Kilku działaczy ISM, jakich spotkałem wierzyło w dwunarodowe rozwiązanie - jedno wielkie państwo stworzone z obojga: Izraela i Palestyny - ale większość ludzi z którymi rozmawiałem, przekonywało silnie do rozwiązania dwu-państwowego.
Są ludzie którzy chcą zniszczyć Izrael i zepchnąć Żydów do morza i nie powinniśmy nie doceniać niebezpieczeństwa jakie sobą przedstawiają; ISM zdecydowanie nie jest po ich stronie.
Kiedy jeden, samotny demonstrant w Aninie próbował skandować: „Bush, Sharon you should know / We are all the PLO” ( Bush, Sharon powinniście wiedzieć/ Wszyscy jesteśmy Organizacją Wyzwolenia Palestyny) spotkał się z powszechną wzgardą i kazano mu się zamknąć. Gdyby ten konflikt przebiegał odwrotnie i Palestyńczycy uciskaliby Izraelczyków i odmawiali im prawa do samostanowienia, nie mam wątpliwości, że większość obecnych działaczy ISM poszłoby ochraniać Żydów. Gdyby tylko żydowska ludność miała takich przyjaciół przez ostatnie dwa tysiąclecia o wiele więcej z nich żyłoby obecnie.
Kiedy strzelanina ucichła i działanie gazu łzawiącego minęło Palestyńczyk o imieniu Mohammed Aktar zwrócił się do mnie i potrząsnął moją ręką tak mocno, że przestraszyłem się, iż ją zgniecie.
„Dziękuję za przybycie tutaj” , zawołał. „Przywykliśmy do myślenia, że nikt o nas nie dba i że jesteśmy osamotnieni w tej walce. Myśleliśmy, że świat o nas zapomniał. Teraz wiemy, że wszędzie są ludzie, którzy uważają, że coś znaczymy, którzy wiedzą, że jesteśmy istotami ludzkimi a nie zwierzętami. Teraz wiemy, że ta okupacja któregoś dnia musi się skończyć.”
j.hari@independent.co.uk
Tłumaczenie: FA-Lublin
|